
:)
1. czerwca 2008, 22:08
Dziękuję wszystkim za życzenia, było ich spooro... :) I za smsy, i za te na gg, n-k, Magdzie za urodzinowy komentarz :), za telefony i kartki.
I wszystkim najlepszego z okazji Dnia Dziecka :p Co prawda juzz się kończy, ale zawsze... :)
-Komentuj- (3)
Ostatni dzień niepełnoletności
31. maja 2008, 10:17
Jutro osiemnaście.
Goście dzisiaj, bo tak wspólnie zdecydowaliśmy. Znalazłam chwilkę czasu, podłoga schnie więc nie mogę się ruszyć i korzystam z okazji.
Taty jednak nie będzie, wrócił z RPA i wyjechał od razu do Francji. Nie żeby mi nie było przykro, ale jeśli musi... to nic nie poradzę. Nie mam pojęcia czy w końcu przybędą moi chrzestni (a to +/- osiem osób), ale miejsce zawsze jest. Jeszcze trochę sprzątania i za parę godzin mieszkanie będzie pełne ludzi.
W poniedziałek kameralna osiemnastka w gronie dokładnie czterech osób, nie chcę bowiem robić typowej imprezy, gdzie przelewają się (hekto)litry alkoholu :) Tradycyjnie wśród moich trzech przyjaciółek (w sumie tradycyjnie jest z dwiema), później kino jeśli będzie się nam chciało. No i wniosek o dowód, który, mam nadzieję, odbiorę nieco prędzej niż za miesiąc.
-Komentuj- (2)
Londyn
4. maja 2008, 19:55
Miałam wspomnieć wcześniej, ale gdzieś mi wszystko umknęło i działo się za szybko. Mianowicie mój wyjazd do Londynu, tygodniowy, z którego wróciłam w piątek po południu. Wycieczka szkolna dla podszkolenia języka i poznania innej kultury (a właściwie mieszanki różnych kultur).
Wyjechaliśmy w sobotę rano, w niedzielę o 7:30 wjeżdżaliśmy na prom w Calaise, by dokulać się do Dover i śmignąć do samej stolicy Anglii. Pierwszy szok to jazda lewą stroną ulicy. Oczywiście wszyscy byliśmy tego świadomi i zdawaliśmy sobie sprawę z owego faktu, jednak w praktyce ciężko się przyzwyczaić :) Np. jazda po rondzie w odwrotną stronę niż u nas wydawała się początkowo zupełnym absurdem :P
Mieszkałam z trzema koleżankami u czarnoskórej Samanthy i jej 14-letniego syna oraz młodszej córki, w typowym angielskim szeregowcu (fot) na Plumstead. Narzekania początek - pomieszczenia! Ludziom cierpiącym na klaustrofobię odradzam wypady do brytyjskich rodzin, w pokoju 3x3 potrafią wcisnąć cztery łóżka! :) Jak już przy tym jesteśmy, wspomnę od razu o niesamowicie miękkich i sprężynowych materacach. Nie tylko my miałyśmy taki problem, oni po prostu tak śpią... już wolę moją "dechę" w domu, bo budziłam się co rano połamana :p
Krany w łazienkach to kompletne nieporozumienie. Zamiast jednego, są dwa - z gorącą i lodowatą wodą (fot). No i trzeba wymyślić, jak tu się spokojnie umyć żeby się nie poparzyć ani żeby za zimno nie było i nie korzystać z korka by wodę wymieszać. Wyższa technika! :)
Tak samo spłuczki, na które również narzekali wszyscy i które po prostu nie za bardzo chciały spłukiwać zawartość toalety... Na dłuższą metę stwierdziłyśmy, że będziemy jej używać w odstępach mniej-więcej 20-minutowych.
I jedzenie, które absolutnie nie przypadło nam do gustu :p Tosty na każde śniadanie albo mleko z pięcioma rodzajami płatków :P Na "kolację" albo frytki, albo pizza, albo makarony lub fasola z puszki i tuńczyk... angielska kuchnia nie jest górnolotna, a jeśli ktoś myśli że zwyczajna brytyjska rodzinka wie co to świeże pieczywo, ziemniaki lub herbata na śniadanie to jest w głębokim błędzie! Generalnie Anglicy wszystko słodzą (i, jak stwierdziliśmy, chyba ich większość cierpi na hiperglikemię) i prawie nic nie solą. Ponadto mają masę dziwnych dla nas zwyczajów.
Poza powyższym było bardzo fajnie :) Osobiście najbardziej przypadła mi do gustu londyńska komunikacja, czyli subway i railway (fot), bo double-deckerem niestety nie jechaliśmy. Metro jest ogromne (foto planu), jednak wystarczy kilka "lekcji" i można w sumie samodzielnie wszędzie dojechać :) Nie muszę dodawać, że same wagony są bardzo zadbane, jak zresztą również lekka kolej żelazna ;) Tak średnio na jeden wagon, wśród 40-stu osób, można było wyróżnić 30 różnych narodowości (w tym 10 Polaków, heheh :P), różne rasy, nacje, od czarnoskórych przez Koreańczyków, Japończyków, Chińczyków, Arabów, Hindusów... I wszyscy się wzajemnie tolerują, co u nas, w Polsce, jest chyba nie do pomyślenia.
Zaliczyliśmy National Gallery, Natural History Museum (moja perełka jeśli chodzi o te wycieczkę ;), fot), Science Museum, British Museum (fot), byliśmy na London Eye (fot), w Stonehenge (fot), Bath, Brighton, Windsorze (fot) i oczywiście na Oxford Street, gdzie szarpnęłam się na sukienkę, białą w żółte pasy ;) Szkoda tylko, że codziennie padało, nie tzw. shower ale wręcz bath czyli całodzienne ulewy. To jednak nie zmienia faktu, że dobrze się bawiliśmy :)
I obalam mit o tanich ciuchach w Anglii! Jeśli ktoś chce przeliczyć na złotówki i wziąć pod uwagę nasze zarobki, to nieprawdą jest, że na wyspach taniej. Wręcz przeciwnie, lepiej zamienić funty na naszą walutę i ubrać się w markowym sklepie u nas, jeśli komuś bardzo zależy ;)
-Komentuj- (3)
[Poprzednie]
Tahoma. xHTML 1.0. Chcesz taki szablon? Luminatii.
